luty 14th, 2009
Niektóre wyroby i przedmioty codziennego użytku stały się dwuznaczne w odniesieniu do różnych sytuacji lub osób. Na przykład furorę robią ostatnio wyroby hutnicze. Nazwanie pewnej piosenkarki blacharą, będzie miało swój epilog w sadzie. Na pewno też tak by się skończyło określenie – ty ruro. Niewinny i niezwykle pożyteczny przedmiot nie wiedzieć dlaczego nabrał pejoratywnego wydźwięku. Używany jest przez każdego z nas codziennie, tak do mycia, jak i pozyskiwania wody pitnej. Kupujemy je zazwyczaj szukając najbliższego nas punktu sprzedaży w Internecie – przykładowo można wklepać: stal Gdynia i będziemy mieli spis z całej okolicy. Gorzej gdy rury są stare i zaczynają pękać. Wtedy zalane mieszkania przypominają, że kiedyś był potop. Mój kolega ostatnio przeżył dwa takie kataklizmy. W pierwszym przypadku zaoszczędził (w cudzysłowie) kilka złotych i kupił gorszej jakości giętką rurkę łączącą stałą instalację z baterią zlewozmywakową. Pewnego dnia, po przyjściu do domu, zastanawiał się czy to na pewno jego mieszkanie. Ale sąsiedzi z dołu tak intensywnie zaczęli go „pozdrawiać”, iż przestał mieć wątpliwości że to jego własność, choć nieco inaczej wyglądające, niż ta, którą rano opuszczał. Być może miał pecha, ale lepiej jednak dodać parę złotych i kupować w sprawdzonych sklepach lub hurtowniach z metalowymi i sanitarnymi instalacjami. W drugim przypadku, winna jest stara, kilkudziesięcioletnia instalacje – stare rury. Pewnego dnia po prostu w jednym miejscu przerdzewiała w jednym miejscu i mikroskopijnym otworkiem woda zaczęła się wydostawać. Dobrze, że nie trwało to zbyt długo, więc zniszczenia nie były tak dotkliwe, jak w pierwszym przypadku.